Przeskocz do treści
08/03/2012

» Nowa ACTA? Dyrektywa dot. ataków na systemy informatyczne — Niebezpiecznik.pl –

Ja już kiedyś wspomniałem, że jak się uda zablokować ACTA, to wymyślą coś kolejnego, i tak dalej? No, to myliłem się. ACTA jeszcze nie zablokowane, a już:

» Nowa ACTA? Dyrektywa dot. ataków na systemy informatyczne — Niebezpiecznik.pl –.

za pomocą » Nowa ACTA? Dyrektywa dot. ataków na systemy informatyczne — Niebezpiecznik.pl –.

26/01/2012

Brawo dla posła Godsona

Reakcja posła Godsona na tekst o “waszym Murzynku” tak daleko odbiega od zwyczajowych reakcji polskich polityków i w ogóle osób publicznych, że określenie “jesteśmy sto lat za Murzynami” okazuje się zupełnie adekwatne. Brawo dla tego pana, przywraca wiarę w człowieka.

Kliknij w obrazek, zagłosuj na demota, niech poseł Godson wyląduje na głównej.

Kto nie wie o co chodzi – poseł Godson, zapytany, czy ten tekst go uraża:

odpowiedział ze miechem, że to “taka pierdołka”, a poseł Suski po prostu musi jeszcze nabrać ogłady.

Nasi to by od razu się strasznie obrazili i zrobili halo na całą Polskę – vide posłanka Grodzka dzień później.

25/01/2012

I jeszcze Neil Gaiman o tym, jak piraci wpływają na sprzedaż jego książek.

24/01/2012

90% posłów nie wie o 90% głosowań, czyli demokracja udawana

Europoseł Marek Migalski szczerze w swoim blogu o tym, jak się w demokracji głosuje:

90% posłów nie wie o 90% głosowań, czyli demokracja udawana

Dzisiaj rano dowiedziałem się, że głosowałem za ACTA. Serio. I nie mam zamiaru się tego wypierać. Czy wiedziałem, za czym głosuję? Nie. Czy zawsze wiem, za czym głosuję? Rzadko. Czy inni posłowie i europosłowie wiedzą więcej? Nie.
Mógłbym dziś coś ściemniać na okoliczność mojego głosowania w PE 24. 10. 2010 – że jednak uważam, że część zapisów jest sensowna, że moja grupa zgłaszała swoje uwagi, że istnieje konflikt między wolnością internetu, a prawami własności intelektualnej. Jestem na tyle inteligentny, że coś wiarygodnego bym wymyślił. Ale prawda jest inna – w 90% przypadków posłowie i europosłowie nie mają pojęcia o tym, nad czym głosują. Dlaczego się tak dzieje? Bo ilość aktów prawnych jest tak duża, że normalny poseł nie jest w stanie zorientować się, o czym decyduje. Mamy do czynienia z zalewem ustaw, uchwał i rezolucji i nie ma szans, żeby jeden deputowany był w stanie zorientować się, co jest przedmiotem głosowania, w którym bierze udział.
Jak więc to się odbywa? Grupa polityczna czy klub parlamentarny deleguje do prac nad danym projektem jakąś osobę i jej zawierza, czy ów projekt jest wart zaakceptowania czy też raczej należy go odrzucić. Nad tym dokumentem pracuje też jakiś asystent, staffer czy pracownik klubu i to on zazwyczaj ma najpełniejszą wiedzę na temat owego projektu (po polityk musi bywać w mediach, musi jechać do swojego okręgu wyborczego, musi knuć w swojej partii, żeby go “koledzy” partyjni nie obeszli z lewa i z prawa). Polityk więc zajmuje się polityką, pozostawiając dużą część merytorycznej pracy “fachowcom”. Nad danym projektem pracuje, co najwyżej, jeden poseł danej grupy czy klubu (a i to raczej w czasie wolnym od politycznego knucia). Dlatego, kiedy ostatecznie projekt danej ustawy czy uchwały trafia na salę obrad i jest głosowany, 90% posłów danej partii czy frakcji politycznej patrzy na owego posła i glosuje tak, jak on wskaże (lub patrzy na listę do głosowania). Nie mając – co raz jeszcze podkreślam – bladego pojęcia za czym, bądź przeciwko czemu, się opowiada.
Czy może być inaczej? Nie wiem, ale nie wygląda na to, żeby coś dramatycznie mogło się zmienić na lepsze. No bo nie ma szans, żeby znać się na wszystkim. Kiedy moja grupa polityczna głosuje nad zagadnieniami z zakresu rybołówstwa, leśnictwa czy kosmonautyki, to głosuję tak, jak podpowiada mi członek mojej grupy politycznej odpowiedzialny w tych komisjach za realizację naszych wspólnych, politycznych ideałów (podobnie jak on musi mi zaufać, kiedy będzie głosował w kwestiach kultury, edukacji, Rosji, Białorusi, przestrzegania prawa człowieka). Oczywiście, są takie głosowania, kiedy to każdy jest zainteresowany (i kompetentny) do samodzielnego osądu rozstrzyganej sprawy – kwestie obyczajowe, aksjologiczne, etyczne itp. Wtedy nie wierzy się posłowi – sprawozdawcy, ale głosuje się tak, jak podpowiada nam to sumienie lub rozum. Ale – paradoksalnie – tego typu spraw jest w życiu polityka bardzo mało (większość głosowań odbywa się nad kwestiami technicznymi i brzmiącymi bardzo specjalistycznie – tak właśnie wydawało się, że jest w przypadku ACTA).
Dlatego można nazywać nas nieukami i leniami, można wieszać na nas psy, można uznać nas za klasę zbędną, ale należy przyjąć do wiadomości, że 90% posłów w 90% przypadków nie ma najmniejszego pojęcia o tym, nad czym głosuje. To więcej mówi o współczesnej demokracji (która nie jest w stanie być kontrolowana przez wybrańców narodu), niż o nas – biednych legislatorach (którzy zasypywani są setkami aktów prawnych i tylko udają, że cokolwiek monitorują). Każdy z nas, polityków, jest w stanie wymyślić dziesiątki wytłumaczeń na swoje niemądre głosowania, ale prawda jest taka, jak o niej napisałem. Też mogłem z tego skorzystać, ale moja obecna sytuacja polityczna pozwala mi na to, żeby powiedzieć wam ociupińkę prawdy i pozwolić wam zobaczyć, jak naprawdę wygląda współczesna polityka (nie tylko w Polsce). Obecna demokracja ma coraz mniej wspólnego ze swoim starożytnym ideałem i z tym, czym była przez ostatnie stulecia. Mechanizmy demokratycznej kontroli władzy przez społeczeństwo obywatelskie nie istnieje, partie zamieniają się w dobrze funkcjonujące korporacje nakierowane na własny zysk, teoria racjonalnego wyboru jest już tylko wspomnieniem, media nie stoją na straży standardów i same są częścią gry politycznej, wyborcy zamieniają się w konsumentów.  Sprowadzenie parlamentarzystów do roli bezmyślnej i bezrefleksyjnej maszynki do głosowania jest zaledwie jednym, i w dodatku nie najważniejszym, przejawem kryzysu współczesnej demokracji.
23/01/2012

Ad ACTA

Skoro hałas się podniósł o prawa autorskie, to w końcu ktoś o nich napisał przytomnie. Poniższe jest zerżnięte od Abnegata, link do oryginału poniżej. Ewentualne komentarze proponuję pisać pod oryginalnym postem Abnegata.

Ad ACTA

ACTA. Straszliwe słowo-klucz, niosące zagrożenie wolności, swobód i czego tam jeszcze. Mające chronić biednych twórców przed złodziejstwem wszelkiej maści.

Muszę przyznać, że mechanizm sprzedawania i dystrybucji dóbr kulturalnych zawsze zadziwiał mnie niepomiernie. W każdym zawodzie – poczynając od konserwatorów powierzchni płaskich na profesorach filozofii kończąc – płaca należy się za pracę. To dlaczegóż to artyści maja być uprzywilejowani?

Cud Boski, że wszystkie te pazerne organizacje ochrony nieszczęsnego artysty nie istniały wcześniej. Musielibyśmy płacić za wypożyczanie książek w czytelni, bilety do filharmonii kosztowały by majątek – bo nie tylko musiała by zapłacić orkiestrze, ale jeszcze doliczać do tego tantiemy dla twórcy. Toż Mozart za napisanie dzieła dostawał kasę od Cesarza raz jedyny – i tyle. Potem wystawiano jego dzieła ku chwale ojczyzny. Bo pracę wykonał – i za to wynagrodzenie dostał.

Ale teraz jest inaczej – teraz mamy komputer. On się zawsze pomyli przy dodawaniu.

Nie pojmuje za jasnego skurwysyna, dlaczegóż to artysta ma sobie wykonać pracę raz – a płacone mieć przez najbliższe pięćdziesiąt lat. Gdyby to przenieść na płaszczyznę anestezjologii, każdy pacjent, którego znieczuliłem a który przeżył, powinien mi do końca życia płacić za to jedynie – a raczej aż za to – że żyje!

Taksówkarz dowiózł nas bez wypadku – płacimy mu przez dwadzieścia pięć lat, żeby broń Boże nie upadł i nie zbankrutował, bo jak tak się stanie – to któż nas szczęśliwie do domu w przyszłości przywiezie? Toż niepłacenie tantiemów doprowadzi do załamania rynku usług transportowych, utracie setek miejsc pracy, nie mówiąc o moralnej naszej odpowiedzialności za okradanie biedaka!

Coś się panom artystom pojebało, mówiąc oględnie, w głowie. Doprowadzili do tego, że nie wolno w sklepie radio włączyć, bo ZAIKS przeforsował sobie ustawę o ochronie wartości intelektualnej.

O jakiej, do kurwy nędzy, wartości my mówimy? Wartość intelektualną to może mieć Dolina Issy – bo jak słyszę żal-bal, nóż-kurz – to wartości rymują mi się z nudności.

Kolejny ciekawy paradoks – idziemy do kina, płacąc dziesiątki złotych nie za przedstawienie – ale za prawa autorskie. Które są tam jakąś niebanalną częścią ceny owegoż biletu. A przynajmniej tak każe nam wierzyć system dystrybucji dóbr intelektualnych. No to – skoro zapłaciłem już raz artyście za wykonaną pracę, kupując bilet do kina – dlaczego, chcąc kupić DVD z tym samym filmem, płacę za te same prawa po raz wtóry?

Na szczęście mamy internet. A nim zbóki, twitery i co tam jeszcze. Które, jak pokazał przykład Muzułmańskiej Wiosny, potrafią być zabójczym instrumentem.

Bo co zrobią panowie artyści, gdy powiemy im, ze mamy dosyć? Ot, na próbę zwołamy grupę kilkuset milionów kwurwionych, którzy w lutym nie kupią nic. Literalnie nic – ani jednego CD, ani jednej płyty DVD. Nie pójdziemy do kina. Będziemy pić wódkę i oglądać Discovery Chanel. Co zrobicie, panowie artyści, gdy wasza publiczność, mając wrażenie, ż e ktoś ją próbuje wydymać bez mydła, pewnego pięknego dnia nie kupi nic? Mało tego, nawet nie spojrzy na darmówki w sieci?

Artysta powinien być wynagradzany za pracę – tak jak każdy inny obywatel. Za pracę na koncertach, w studio, nawet za czas zwany górnolotnie praca twórczą, czyli przygotowywanie się do występu. Choć jak pragnę rodzić, nikt mi nigdy nie płacił za czytanie książek medycznych.

Skąd wziął się pomysł pobierania pieniędzy za obraz waszej pracy? Płyta to koszt nośnika i dystrybucji. Można go kupić i mieć w domu – jak książkę – albo można sobie pożyczyć za darmo z wypożyczalni. Bo to nie jest żadna praca – tylko jej obraz.

Kolejne dobre pytanie – dlaczegóż to śmierdzącą szynkę mogę odnieść do sklepu i zażądać, słusznie zresztą, zwrotu kasy – a z CD, które zawiera kompletny szajs, zrobić tego nie mogę? Kojarzycie taki zespól, US3? Nagrał płytkę, bodajże Hand On The Torch. Na której to zamieścił doskonały utwór Flip Fantasia. Usłyszałem w radio i zapałałem chęcią kupienia płyty. Na szczęście, korzystając z maluśkiej furteczki, którą pozostawił ZAIKS, przesłuchałem sobie tęże płytkę u mojego przyjaciela. Okazało się, że reszta utworów jest oględnie mówiąc, nieciekawa. I płytki nie mam…

Płyty, tracki w sieci – to materiały, które w najlepszym wypadku można podciągnąć pod reklamę pracy twórczej. One zachęca do przyjścia na koncert – za który każdy chętnie zapłaci, wiedząc, jaka muzykę gracie. I to jest właśnie płaca – za pracę.

23/01/2012

A propos ostatnich pomysłów różnych rządów :D

A propos ostatnich pomysłów różnych rządów :D

https://plus.google.com/107549111431681940335/posts/Kmj58UxhT8h

22/01/2012

ACTA - jak to właściwie wygląda

Reblogged from Teukros's Blog:

Pewnie mało kogo, kto w miarę regularnie śledzi co dzieje się w sieci, ominęła dyskusja o ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement), międzynarodowej umowie dotyczącej przeciwdziałania naruszeniom własności intelektualnej, do której ma przystąpić także i Polska. Jak to często w tego rodzaju przypadkach bywa, sam tekst umowy okazał się słabo dostępny; owszem, materiałów promujących ten czy inny punkt widzenia na ową umowę było pod dostatkiem, przyznam jednak że wolałem osobiście zapoznać się z tekstem.

Czytaj dalej… 2 605 more words

O, sensowny i wyważony tekst o ACTA. Obowiązkowo.
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.